Pegasus i lata dziewięćdziesiąte
W latach 90. Polska nie grała w NES, tylko w Pegasus. Klon Famicomu od Bobmarka kosztował ułamek oryginału i trafiał do milionów domów. Kartridże "9999 in 1", Contra i Super Mario na bazarach to była codzienność pokolenia.
Pegasus wszedł do kultury tak głęboko, że reklamy w telewizji i turnieje w kościołach są dziś materiałem do dokumentów o epoce. To nie była tylko konsola, to był sposób, w jaki Polacy poznali gry wideo.
Giełdy, targowiska i wymiany
Zanim był internet, były giełdy. W sobotę na targowisku wymieniało się kartridże, dorabiało listy i płaciło za "test" gry na miejscu. Giełda warszawska na Stadionie Dziesięciolecia to legenda, ale każde większe miasto miało swoją.
Wymiany były formą banku. Kartridż z drogą grą to kapitał, za który można było dostać trzy słabsze tytuły lub pieniądze na resztę kolekcji. Dziś te giełdy odżyły jako nasze targi retro, tylko ceny są inne.
- Pegasus: klon Famicomu, który nauczył Polskę gier wideo.
- Giełdy: centrum wymiany, zanim był Allegro.
- Demoscena: polscy programiści, którzy pisały na 8-bit z ambicją.
Demoscena i polscy twórcy
Polska scena demoscenowa lat 80. i 90. nie ustępowała zachodniej. Grupy jak Ars Cypher czy Elysium pisały dema na Amigę i C64, które krążyły po całej Europie. To z tych środowisk wywodzą się późniejsi twórcy polskiego przemysłu.
Demoscena uczyła, jak wycisnąć ze sprzętu więcej, niż pozwalały specyfikacje. Ta mentalność przetrwała w polskich studiach developerskich.
Marek Ossowski



